Archiwa kategorii: Reklamy na mieście

One love

Niedziela, późnym wieczorem, wracam sobie z dłuższego spaceru (muszę tutaj wspomnieć, że o tej porze w mojej małej mieścinie nie chodzi zbyt wielu ludzi) gdy nagle mijam się z kimś na przejściu dla pieszych. W bardzo niespodziewanym momencie chłopak mijający mnie wkłada mi do rąk ulotkę. To był dziwny punkt wieczoru…

Co się na ulotce znajduje? To co zwykle wyrzucam do śmieci (nie jest to atak na fascynatów przedmiotu artykułu, po prostu osobiście nie przepadam za wydarzeniami tego typu). Teraz jednak postanowiłem o tym napisać.

,,Festiwal One Love„, który odbywa się we Wrocławiu już od wielu lat, jak mniemam. Zwykle nie czepiam się nazw produktów, imprez, sklepów, ale teraz miałem nieodpartą ochotę o tym napisać. Polski festiwal, który można było nazwać po polsku bez najmniejszego problemu, ale jak widać język polski źle wygląda na plakatach… Bardzo przykro.

http://userserve-ak.last.fm/serve/252/80719643.jpg

Live music

Wedle moich smutnych obowiązków już od siódmej rano musiałem przechadzać się pięknymi, choć o tej porze dość ponurymi dla mnie, uliczkami Wrocławia. I po raz kolejny natrafiłem na nieszczęśliwą dziewczynę, która musiała wykonywać ten niewdzięczny zawód roznosicielki ulotek.

Restauracja Veranda we Wrocławiu oferuje nam ,,bankiety, wesela, przyjęcia oraz LIVE MUSIC  DJ„. Ze zdjęcia zamieszczonego na ulotce wnioskuję, że to jedna z sal raczej wyższej półki więc nie rozumiem tej  jakże młodzieżowej wstawki…

Mityng

Prezentacje Dzierżoniowa ruszyły pełną parą a wraz z nimi wiele dodatkowych atrakcji, które nagle wokół tego święta wyrosły jak grzyby po porządnym wrześniowym deszczu. Dawno nie śmiałem się tak głośno jak wtedy, kiedy zobaczyłem plakat jednej z atrakcji.

,,Mityng militarny. Dzierżoniów, Parowozownia” zorganizowany przez Militarnych z Wrocławia. Ja rozumiem gdyby to przynajmniej fonetycznie było napisane, ale coś takiego? No proszę państwa! Szanujmy się. Ten plakat już z daleka wołał do mnie, że jego twórca był… nie no dobrze. Bez przesady. Osąd pozostawiam wam.

Business English

Zawsze podziwiałem ludzi, którzy roznoszą ulotki, może dlatego, że sam kiedyś roznosiłem. Czy deszcz, czy śnieg, on stoi w swoim, zwykle niewyjściowym ubranku i zaczepia niezainteresowanych jego ofertą ludzi.

Dzisiaj jeden z takich ciężko pracujących chłopców pomógł mi w pracy. Dostałem ulotkę English House, który oferuje nam ,,szkolenia Business English” czyli angielki biznesowy. Ja rozumiem, że to jest szkoła języka angielskiego ale przynajmniej ulotkę można by do końca po polsku napisać… Niereformowalni są ci ludzie…

www.english-house.com.pl

Assistance po raz drugi

Na prawdę nigdy nie miałem przyjemności chodzić po urzędach, pocztach i innych takich przybytkach, które na prawdę za każdym razem kiedy je odwiedzam, napawają mnie smutkiem i nagłym napływem melancholii. Niestety nieraz trzeba…

Poczta polska S.A. oferuje nam ubezpieczenia komunikacyjne i (uwaga, uwaga!) Assistance już od 10 zł! To już drugi raz kiedy widzę, że ktoś proponuje mi assistance. Czy ja na prawdę jestem jakiś niedouczony, czy jest jakiś polski odpowiednik na to słowo?

Show

Wypraw nad morze ciąg dalszy.

Miła restauracja gdzieś w okolicy Sianożęt. Biorę do ręki pierwszą lepszą ulotkę i co widzę? ,, Night club UNDERGROUND” i dalej ,,HURT PARTY, erotyczne show”. No ludzie… litości… tandeta goni tandetę i tandetą pogania. Ulotka klubu UNDERGOUND w Kołobrzegu przekroczyła więc granicę „fajności”.

Just in time

Kolejna przechadzka ulicami Dzierżoniowa, która wydała pokaźne owoce.

,, Przeprowadzki just in time!„. Tak właśnie reklamuje się jedna z firm przewozowych, których samochód dostawczy spostrzegłem na parkingu przy stacji benzynowych. Firma ta nazywa się Merkado Transport. Co z tego, że w innych krajach nikt nie zrozumie napisów przyczepy samochodu, ważne, że jest tam zwrot w języku wszystkim znanym!

Dancingi

Podczas przechadzki po moim małym mieście Dzierżoniów napotkałem ogłoszenie, które przykuło moją uwagę.

Przystaję i widzę ogłoszenie takowe: ,,Dancingi w każdą sobotę” w Villi Bergera. Ja rozumiem gdyby była to dyskoteka pokroju Hi Life albo czegokolwiek większego. Wtedy mógłbym zrozumieć użycie tego słowa w reklamie, ale nie kiedy reklamuje się mała restauracja w miejscu gdzie mało kto chodzi. Ciężkie czasy nastały… Oj ciężkie…

Case study

Ostatnimi czasy wybrałem się na wycieczkę po jednym z miast Dolnego Śląska, Świdnicy. Już podjeżdżając pod hipermarket Tesco moją uwagę przyciągnął telebim z reklamą firmy SCREENNETWORK.

Postanowiłem odwiedzić ich stronę internetową, na której, tak jak się spodziewałem, znalazłem kilka ciekawych dla mnie informacji.

Pierwsze co mnie zdziwiło to to, że wyżej opisywana firma wstawia na stronę newsy (nowości), później zauważyłem jeszcze ciekawy dział pt. case study (analiza przypadku) opisany oczywiście po polsku.

Poniżej przedstawiam fragment wyżej opisywanej strony:

Second hand

Nawet w tak stosunkowo małym mieście jak Dzierżoniów można znaleźć wpływy kultury światowej.

,,Second hand from Lonfon. Markowa odzież używana” taki oto sklep znalazłem na ulicy Kopernika krążąc bez celu po ulicach Dzierżoniowa. Boję się o nasz rodzimy język jeśli już nawet tutaj kultura światowa zaczyna zamieniać polskie słowa na angielskie. Jak potoczy się to dalej? Czas pokaże.